Łączna liczba wyświetleń

czwartek, 14 grudnia 2017

PRZEDSTAWIĘ INNĄ POŚREDNICZKĘ

Królowo nieba! To co może wstawianie się wszystkich Świętych w połączeniu z Tobą, to również może samo Twoje pośrednictwo bez ich udziału. A dlaczego tak jest? Oto dlatego, żeś Ty jest Matką Zbawiciela naszego, Oblubienicą Boga, Królową nieba i ziemi. Jeśli Ty zamilkniesz, żaden Święty nie wstawi się za nami, żaden nas nie wspomoże. Lecz gdy Ty, o Pani moja, pomodlisz się za nami, wszyscy Święci wnet pomodlą się także, wszyscy Święci pośpieszą wstawiać się za nami.
Św. Anzelm

To pierwsze ich spotkanie [między Gemmą Galgani a jej nowym przewodnikiem duchowym] zaznaczone zostało wielką i szczególną łaską. W połowie wieczerzy Gemma usunęła się do swego pokoiku i wpadła w zachwycenie. Pani Cecylia wezwała ojca Germana; ujrzał on świętą dzieweczkę, walczącą ze sprawiedliwością Bożą, by otrzymać miłosierdzie dla pewnej duszy, której zbawienie bardzo jej leżało na sercu i dla której wiele już uczyniła tak słowem, jak i na piśmie. Był to człowiek obcy, używający sławy dobrego chrześcijanina, ale sumienie jego było bardzo zmącone. Gemma wymieniła jego imię w zachwyceniu, stąd ojciec German wiedział, o kogo chodziło.

— Skoro przyszedłeś, mój Jezu, znowu błagam Cie za moim grzesznikiem — mówiła — to syn Twój, to mój brat, zbaw go, o Jezu! Tyle, tyle uczyniłeś dla jednej duszy, a tej nie chcesz zbawić?... Zbaw ją, o Jezu! Zbaw ją!... Nie liczyłeś tej krwi, którą wylałeś za grzeszników, a teraz chcesz mierzyć liczbę naszych grzechów?... Krew wylałeś za niego, jak wylałeś ją za mnie... mnie zbawiasz, a jego nie? Nie wstanę stąd... Zbaw go!...
— Nie szukam Twojej sprawiedliwości, lecz twego miłosierdzia! O Jezu! Ty mówisz, że dałeś mu wiele sposobności, by go przekonać, ale nigdy nie nazwałeś go synem. Spróbuj teraz, powiedz mu, że jesteś jego Ojcem, a on Twoim synem... Zobaczysz, zobaczysz, że na to słodkie imię ojca, zmięknie jego zatwardziałe serce!

Jezus oznajmił wtedy Gemmie, że dla tej duszy miara się wypełniła, i wyliczył jego winy. Gemma westchnęła głęboko. Opuściła ramiona, lecz wnet ożywiła się i poczęła na nowo nalegać:

— Ja wiem, ja wiem — mówiła — że bardzo zawinił przed Tobą, ale o ileż większe są moje winy! A jednak okazałeś mi miłosierdzie. Ja wiem, ja wiem, mój Jezu, że płakałeś nad nim, ale w tej chwili nie możesz myśleć o jego grzechach. Myśl o krwi, którą przelałeś. Ileż miłosierdzia masz nade mną, mój Jezu! Całą tę miłość, jaką mnie okazałeś, błagam Cię, okaż także mojemu grzesznikowi! Pamiętaj, Jezu, że ja pragnę jego zbawienia. Zwycięż, zwycięż! Błagam Cię o to!

Wobec niewzruszoności Bożej przychodzi jej nagle na myśl, że ona jest grzesznicą, wie o tym, ale przedstawi inną pośredniczkę i mówi do Jezusa:

— To Twoja Matuchna błaga ze mną razem!

Czyż Jezus może odmówić? Och, nie! I rzeczywiście Gemma woła wkrótce cała rozradowana:

— Zbawiony! Jest zbawiony! Zwyciężyłeś, o Jezu! Zwyciężaj zawsze!

Ojciec German wyszedł wzruszony i głęboko zatopiony w myślach, kiedy zastukano do jego drzwi, mówiąc, że jakiś obcy pan pyta o niego. Gdy go wprowadzono, padł na kolana, mówiąc:

— Ojcze, proszę o spowiedź!

Był to grzesznik Gemmy.

Ojciec go spowiada, a dzięki słowom usłyszanym z ust Gemmy, może mu przypomnieć grzech przez niego zapomniany. Potem ze wzruszeniem opowiada mu całe zdarzenie, prosi o pozwolenie ogłoszenia tego cudu Bożego i żegnają się uściskiem serdecznym.

S. Gesualda, Święta Gemma Galgani. Kwiat Męki Pańskiej, Zgromadzenie Świętego Pawła,
Rzym-Częstochowa-Paryż, ss. 107-109.

wtorek, 28 listopada 2017

PRZYPADEK EGZORCYZMU NA ROSARIO P.

Według „Rituale Romanum” opętanie oznacza, że diabeł obejmuje w posiadanie ciało jakiegoś człowieka i tak potrafi nim dyrygować, jak gdyby było jego - on sam nie posiada przecież ciała. Ale oznacza to również, że przez to ciało diabeł potrafi działać i rozmawiać z nami.
(Adolf Rodewyk SJ)

Rosario V., w wieku piętnastu lat, idąc za swymi dziwnymi skłonnościami, zaczął prowadzić seanse spirytystyczne. Razem z innymi tworzył krąg, łącząc palce dłoni. W centrum stawiano świece i rozdawano kartki, na których widniały litery alfabetu. Za ich pomocą uzyskiwano odpowiedzi od przywoływanych duchów. Rosario, który aż przez siedem lat żył spirytyzmem, w pewnym momencie zaczął drżeć, wibrować, odczuwać „w sobie kogoś innego, kto nim zawładnął”. „Czasami mówił obcymi językami, (...) naliczył ich siedem, a znał tylko włoski”. Nie mógł zbliżać się do kościołów, ponieważ czuł jakąś odrazę i był zmuszony uciekać. Obrazy święte i krucyfiks sprawiały mu ból. Kiedyś wyrzucił jeden przez okno. 

Przypadkiem poznał człowieka bardzo religijnego, który zaproponował mu pielgrzymkę do San Vittorino w Rzymie, do brata Gino, zakonnika powszechnie znanego ze swej dobroci (mówi się, że miał stygmaty). Udał się tam, ale podróż była dla niego prawdziwą męką Otrzymał przestrogę: kiedy niemal nieświadomie znalazł się z suszarką do włosów w ręce i nogami w bidecie, nastąpiło zwarcie. W cudowny sposób wyszedł z tego bez żadnego uszczerbku. Spacerując po Rzymie, został zaprowadzony przez przyjaciół na Święte Schody, ale w żaden sposób nie był w stanie na nie wejść. 

„Musieli mnie zanieść na rękach aż na samą górę do świętego medalionu z krwią Jezusa. Byłem całkowicie usztywniony, jakbym był kawałkiem marmuru. Miałem go pocałować, ale nie byłem w stanie. (...) U brata Gino było jeszcze gorzej. (...) Przez całą ceremonię (mszę) czułem wywołujący mdłości odór dwutlenku siarki. W miarę jak zbliżał się Sanctus, zacząłem wydawać jakby pomruki. Próbowali je nagrać, ale kaseta się zepsuła. Kiedy doszło do konsekracji, wydałem jakiś zwierzęcy ryk i zostałem wyniesiony z kościoła (...). Gdy znalazłem się przed bratem Gino, powiedział mi: «Wreszcie przyszedłeś!» i położył na mnie ręce. Razem odmówiliśmy Zdrowaś Maryjo. Wyszedłem stamtąd całkowicie uwolniony, a brat Gino powiedział mi później, że wyszło ze mnie pięć złych duchów. Całe usta miałem w pianie”.

Źródło: Pasquale Colucci, Gdy duchy przychodzą... Kontakty ze światem pozagrobowym,
Wyd. Księży Sercanów, Kraków 2006, ss. 204-205.

piątek, 24 listopada 2017

RÓŻANIEC OCALA

Widzisz, Matko moja najmilsza, żem bardzo słaby, jak człowiek wstający z ciężkiej niemocy; więc spiesz mi na ratunek, i gdy żądze duszą moją zatrzęsą, jak wicher wiotką trzciną, Ty mię podtrzymuj, abym nie upadł, - gdy szatan wypuści na mnie zatrute swe strzały, Ty mię zasłoń tarczą swej opieki, - gdy świat zechce mię opleść wężowymi spłoty, Ty mię bierz na swe ramiona i ponad przepaści życia nieś do Boga. 
św. Józef Sebastian Pelczar

W roku 1808 dnia 2 maja wybuchła w całej Hiszpanii groźna i straszna bardzo rewolucja przeciwko Francuzom, którzy kraj ten podbić usiłowali. W Madrycie, zabijano wszystkich bez litości. Tysiące już wymordowano. Pomiędzy innymi znajdował się tam także doktor medycyny, de Cloutry, gorliwy czciciel Maryi, który właśnie dnia tego przyjął Komunię świętą na uczczenie Matki Zbawiciela, w jednej z kaplic pod Jej wezwaniem. 

Gdy powracał do domu, został napadnięty przez tłum rozszalałych rewolucjonistów, którzy w nim poznali oficera francuskiego. Widząc się w niebezpieczeństwie życia, doktor uciekł się do modlitwy, ufny w opiekę Jezusa i Maryi.

Rewolucjoniści obrzucili go mnóstwem obelg, nazywając bezbożnikiem i niewiernym. Słysząc to doktor wyciągnął z kieszeni różaniec i ukazując go rozszalałemu tłumowi zawołał: 

"Nie jestem niewiernym ani bezbożnym - a na dowód tego macie różaniec".

Zaledwo Hiszpanie spostrzegli różaniec spuścili broń i poczęli ze czcią całować tenże - a następnie sami, dla bezpieczeństwa odprowadzili lekarza do domu.

Gdy lekarz ów powrócił do Francji wszędzie głosił łaskę ocalenia mu życia przez różaniec Przenajświętszej Dziewicy.

* * *

W tym samym czasie, ale na innej ulicy w Madrycie, napadł drugi oddział powstańców na jednego oficera Polaka, który również zasłaniał się różańcem świętym, w Częstochowie poświęconym.

Widząc to Hiszpanie, początkowo zawahali się, ale porwała ich taka wściekłość, że byliby zamordowali oficera polskiego, gdyby nie zakrystian, który zasłonił go własnymi piersiami, a do uzbrojonych ziomków rzekł:

"Nie dotykajcie tego człowieka, sam go widziałem, jak przed godziną przystępował do Stołu Pańskiego na cześć Najświętszej Panny".

Usposobienie Hiszpanów zmieniło się zupełnie. Zaczęli przepraszać oficera i puścili go wolno.

o. Czesław Kaniak, Za przyczyną Maryi. Tom drugi: Przykłady opieki Królowej Różańca Świętego 
(przykłady na październik), ss. 194-195.















TRZY MIESIĄCE CZYŚĆCA... NA ZIEMI

Trzeba dawać wiarę starodawnym i świętym podaniom, które uczą, iż po tym żywocie dusza będzie sądzona i surowo karana, jeśli nie żyła, jak należy.
Platon

Gdy pewnego razu, w święto Bożego Ciała, znajdowałam się przed Najświętszym Sakramentem, nagle przed moimi oczami zjawiła się jakaś postać, cała w ogniu, którego żar był tak ostry, że miałam wrażenie, jakby i mnie dosięgał. Ten żałosny obraz owej postaci, który odebrałam jako stan duszy w czyśćcu, wycisnął mi z oczu wiele łez. Powiedziała mi ona, że jest duszą pewnego kapłana-benedyktyna, który kiedyś słuchał mojej spowiedzi i zachęcił mnie do przyjmowania Komunii Świętej. W nagrodę za to Bóg pozwolił mu zwrócić się do mnie, aby mógł doznać ulgi w cierpieniu. Błagał mnie, abym w jego intencji ofiarowała wszystko, co w przeciągu trzech miesięcy mogłabym uczynić i wycierpieć. (…)

Wyznał mi, że główną przyczyną jego wielkich cierpień było przedkładanie własnych korzyści nad chwałę Bożą i szukanie uznania u ludzi. Drugą przyczyną był brak miłości do swoich współbraci, trzecią - zbyt duża uczuciowość i przywiązanie, jakie miał w stosunku do ludzi, czego upust dawał w trakcie rozmów duchowych, co wielce nie podobało się Bogu. (…)

Zakonnik ten nie odstępował mnie w tym czasie ani na chwilę i ciągle miałam wrażenie, że go widzę całego zatopionego w ogniu i poddanego strasznym torturom, tak że prawie bez przerwy wylewałam łzy i szlochałam. (…)

Po upływie trzech miesięcy zobaczyłam czcigodnego ojca w zupełnie innym stanie - pełen radości i blasku podążał zażywać wiecznego szczęścia. Dziękował mi i obiecał być moim orędownikiem u Boga. Ja natomiast chorowałam, ale moje dolegliwości ustąpiły razem z jego cierpieniami i wkrótce stałam się całkowicie zdrowa.

Źródło: Pasquale Colucci, Gdy duchy przychodzą... Kontakty ze światem pozagrobowym,
Wyd. Księży Sercanów, Kraków 2006, ss. 89-90.

czwartek, 23 listopada 2017

UZDROWIENIE ALFREDA AUBERTA – LOURDES 1897

Witaj, Królowo, Matko miłosierdzia, życie, słodyczy i nadziejo nasza, witaj! Do Ciebie wołamy wygnańcy, synowie Ewy; do Ciebie wzdychamy jęcząc i płacząc na tym łez padole. Przeto, Orędowniczko nasza, one miłosierne oczy Twoje na nas zwróć, a Jezusa, błogosławiony owoc żywota Twojego, po tym wygnaniu nam okaż. O łaskawa, o litościwa, o słodka Panno Maryjo!
(antyfona Salve Regina)

Rafael Santi,
Madonna di Granduca, 1504
Alfred Aubert był grabarzem w Moulins-Engilbert we Francji. Pewnego dnia bania z kwasem saletrzanym wymknęła mu się z rąk i rozbiła się na podłodze, przy czym płyn rozpryskując się na wszystkie strony dosięgnął jego oczu. Z początku ślepota Alfreda nie była zupełna, lecz po osiemnastu miesiącach oko prawe wypłynęło zupełnie, a i na lewe Alfred nie widział nic.

Wyczerpawszy wszystkie materialne zasoby swoje, a pragnąc mimo swego kalectwa zarabiać na życie dla żony i dzieci, Aubert postanowił zostać wędrownym śpiewakiem i przez lat czternaście istotnie przebiegał jako taki południowe okolice Francji.

Na pięć lat przed swoim uzdrowieniem Aubert zapoznał się z ks. Le Guillou, proboszczem w Blandy-les-Tours, który niewidomego nakłonił do osiedlenia się w jego parafii i odtąd wspierał go stale. Wreszcie widząc głęboką pobożność Auberta zaproponował mu, by z wielką ufnością odbył pielgrzymkę do Lourdes, z prośbą do Matki Najświętszej Niepokalanej o przywrócenie wzroku. Dostarczył mu też wraz z innymi miłosiernymi osobami środków na tę podróż.

Przybywszy do Lourdes w piątek dnia 20 sierpnia 1897 roku, Aubert tegoż dnia przed południem zanurzył się po raz pierwszy w cudownej wodzie i doznał silnego wstrząśnienia połączonego z uczuciem, jak gdyby obręcz ściskała mu głowę.

Nazajutrz niewidomy między ósmą a dziewiątą godziną wysłuchał Mszy św. w grocie i przystąpił do stołu Pańskiego. Potem modlił się długo, podłożywszy sobie dla większego umartwienia swój kij pod kolana, a gdy mu już sił zabrakło i chciał wstać, zdawało mu się, że ujrzał w obłoku jakieś kształty, w których rozpoznał po chwili białą postać Najświętszej Panny. Z każdą chwilą widział coraz wyraźniej statuę Niepokalanej Dziewicy w głębi groty... Zwracając się potem na prawo i na lewo zdumiał się, że widzi wszystko, co go otacza. — Nie wiedziałem, gdzie jestem i co się ze mną dzieje, — opowiadał później — ani nie mogłem początkowo zdać sobie sprawy z tego, iż rzeczywiście widziałem ludzi, drzewa, góry, doliny...

Wreszcie obudził się jakby ze snu i ukląkłszy nad rzeką Gave zaczął się modlić, zalewając się ciągle łzami radości i wdzięczności...

Towarzysze pielgrzymki, którzy jeszcze przed godziną widzieli go ślepym, powitali go okrzykami radosnego zdziwienia, a sam Aubert z rozrzewnienia znowu się rozpłakał. Uzdrowienie przewyższyło wszelkie jego najśmielsze oczekiwania. — Prosiłem Najświętszą Pannę, — opowiadał później — abym tylko mógł sam bez niczyjej pomocy chodzić, a tymczasem teraz widzę zupełnie dobrze. Matka Boża dała mi przeto daleko więcej, niżeli to, o co błagałem.

Leon Pyżalski CSsR, Matka dzieci Bożych. Czytania majowe z przykładami spośród uzdrowień lourdskich,
Kraków 1937, ss. 120-121.






wtorek, 21 listopada 2017

BEZ JAKIEGOKOLWIEK ZOBOWIĄZANIA

W klasztorze św. Leonarda w Montefalco (Umbria, Włochy) znajduje się kapliczka zwana Czyśćcową. Pod antycznym „kołem klasztornym” jest tam grób przeoryszy Marii Teresy od Jezusa, siostry, która od 2 września do 9 listopada 1918 roku była bohaterką nadzwyczajnego wydarzenia. Miała bezpośredni kontakt z duszą czyśćcową. Kościół przeprowadził drobiazgowe dochodzenie w tej sprawie, a jego wyniki zawarte są w opasłym zbiorze akt. Proces kanoniczny, w ramach którego przesłuchano licznych świadków, zakończył się potwierdzeniem prawdziwości tego, czego przeorysza była świadkiem i bohaterką.

Siostra Maria Teresa od Jezusa, mianowana przełożoną 18 sierpnia 1918 roku, pełniła jednocześnie funkcję zakrystianki i furtianki klasztoru. Kilka dni po mianowaniu, 2 września, wczesnym rankiem usłyszała dzwonek. Natychmiast pobiegła otworzyć, mówiąc na powitanie: „Niech będzie pochwalony Jezus i Maryja”. Jakiś słaby i smutny głos powiedział: „Muszę zostawić tę jałmużnę tutaj”, a jednocześnie zakręciło się koło, na którym ukazało się dziesięć lirów - suma dość znaczna w tamtych czasach. Zapytała, na jaki cel ma być przeznaczona ofiara, a ten sam głos odpowiedział: „Bez jakiegokolwiek zobowiązania”. Przeorysza zapytała nieznajomego, kim jest, lecz odpowiedział jej z uprzejmym pośpiechem: „Nieważne”. Sytuacja taka powtórzyła się aż cztery razy i w małej wspólnocie zakonnej zaczął szerzyć się niepokój, że to może jakiś skruszony złodziej przynosi do kościoła zrabowane pieniądze. Jednego razu na pytanie, czy siostry mają się modlić, głos odpowiedział: „Modlitwa jest zawsze dobra”.

Najbardziej niepokojące było to, że nikt nigdy nie zdołał zobaczyć mężczyzny, który zostawiał pieniądze, a przecież wszystkie siostry po każdym dźwięku dzwonka przybiegały do kraty, skąd można było widzieć bramę kościoła i rozmównicy, gdzie znajdowało się koło i dzwonek. Nie było widać nikogo, ani też nie można było zauważyć żadnego poruszenia, otwierania lub zamykania bramy.

Któregoś razu wieczorem, kiedy kościół był już pusty i dokładnie zamknięty, znów usłyszano dzwonek. Nikogo jednak nie było. Polecono świeckiej służącej, która miała na imię Katarzyna, przeprowadzenie szczegółowej kontroli, ale nikogo nie znaleziono. A jednak dziesięć lirów leżało na tym samym miejscu co zwykle. Dwadzieścia osiem razy powtórzyły się te tajemnicze wizyty i ta sama suma pieniędzy leżała na kole.

11 kwietnia głos poprosił po raz pierwszy o modlitwę za zmarłego. Wtedy przeorysza była razem z dwiema starszymi współsiostrami, które nie słyszały głosu mówiącego: „Zostawiam tę jałmużnę z prośbą o modlitwę za zmarłego”. Ten głos słyszała wyłącznie przeorysza, choć inne siostry były blisko.

Jednego razu na próbę przeorysza nie poszła odpowiedzieć na dzwonek, lecz zastąpiła ją inna siostra. Na słowa: „Niech będzie pochwalony Jezus i Maryja” nikt nie odpowiedział, a następnego dnia znaleziono na kole dziesięć lirów. Siostry zaczęły zanosić stale modlitwy za tę duszę, ponieważ teraz już wszystkie były przekonane, że chodzi o duszę czyśćcową, która prosi o modlitwę. Przeorysza jednak, bardzo przejęta i przestraszona, chciała się upewnić, czy to nie zwodniczy diabeł przystąpił do działania. I tak wieczorem 16 września 1919 roku na dźwięk dzwonka zeszła razem z drugą siostrą, ale nie było nikogo, choć dziesięć lirów leżało na swoim miejscu. Kiedy następnie usłyszała dzwonek po raz drugi, zeszła ponownie, a głos jej powiedział: „Proszę je wziąć, to dla przebłagania Boskiej sprawiedliwości”. Siostra Maria Teresa od Jezusa chciała wówczas upewnić się, czy nie jest to zły duch, i wypowiedziała akt strzelisty ku czci Maryi Panny, największej przeciwniczki diabła. Głos powtórzył go dokładnie tymi samymi słowami: „Niech będzie błogosławione święte, najczystsze i niepokalane poczęcie Najświętszej Maryi Panny”. Podejrzenie, że te pieniądze pochodzą od złego ducha, znikło, potwierdziło się natomiast przekonanie, iż chodzi o duszę czyśćcową.

Pewnej nocy siostrę Marię Teresę obudziło lekkie pukanie i głos mówiący, że ktoś zadzwonił dzwonkiem. Również tym razem nikogo nie zastano. W całą tę sprawę włączono spowiednika, księdza Chimatiego, kapelana, księdza Tabaniniego oraz gwardiana, ojca Angela. Pomimo kontroli, badań, eksperymentów, kiedy słyszano dzwonek i pojawiało się dziesięć lirów, nikogo nigdy nie widziano. Mała wspólnota modliła się jeszcze bardziej za „tajemniczą duszę”.

3 października 1919 roku przeorysza odmówiła przyjęcia dziesięciu lirów i powiedziała tajemniczej osobie, że spowiednik zakazał jej tego z obawy, że mogą pochodzić od diabła. Głos stanowczo odpowiedział: „Nie, jestem duszą czyśćcową, od czterdziestu lat przebywam w czyśćcu za to, że zmarnotrawiłem dobra kościelne”. Zachęcona przez spowiednika siostra zadała duszy inne pytania, ale nie udało jej się dowiedzieć, jak ma na imię. Dowiedziała się natomiast, że z wielu mszy odprawianych za zmarłych jej przypadała zaledwie „malutka cząstka”. Tym razem dusza zostawiła na kole dziesięć lirów ułożonych w formie krzyża.

30 października 1919 roku odbyła się przytoczona niżej rozmowa między dwiema osobami żyjącymi w różnych wymiarach, ale związanych delikatną nicią pokrewieństwa, gdyż obie były w stanie zakonnym:

Przeorysza: 
— Z nakazu spowiednika nie mogę przyjąć żadnej jałmużny. W imię Boga i z rozkazu spowiednika proszę mi powiedzieć, kim ty jesteś. Czy jesteś kapłanem?
— Tak — padła odpowiedź.
— Czy do tego klasztoru należały dobra, które roztrwoniłeś?
— Nie, ale mam pozwolenie dostarczyć je tutaj.
— A skąd je bierzesz?
— Sąd Boży jest sprawiedliwy.
— Lecz ja nie bardzo wierzę, że to dusza. Ciągle mam wrażenie, że ktoś robi sobie żarty.
— Chcesz znaku?
— Nie, bo się boję. Może kogoś zawołam, to będzie bardzo szybko...
— Nie, gdyż nie mam pozwolenia.

Matka lękała się jakiegoś odcisku wypalonego ogniem. Również tym razem wzięła dziesięć lirów. Usłyszała wówczas głos: „Dzięki, teraz przystępuję do modlitwy”.

Oddalając się, zaczął śpiewać znany psalm, który przeorysza dokończyła: „Benedictus Deus qui... Błogosławiony niech będzie Bóg, który nie odrzucił moich modlitw ani nie oddalił ode mnie swego miłosierdzia”.

Ostatni raz, 9 listopada 1919 roku, rozmowa wyglądała następująco:

Dusza: „Niech będzie pochwalony na wieki Pan, dziękuję siostrze i wspólnocie zakonnej, zostałem uwolniony od kary ”.

Przeorysza poprosiła o błogosławieństwo i wyraziła wolę pójścia do czyśćca: „Tam, gdzie ksiądz się znajdował, w ten sposób byłabym pewna!”. „Niech siostra wypełnia wolę Najwyższego. Benedictus semper Deus”. 

Były to ostatnie słowa duszy, która więcej nie dała o sobie znać (…) Przeorysza z posłuszeństwa spowiednikowi ujawniła później, że w czasie ostatniej rozmowy widziała duszę wstępującą do nieba, obleczoną w światło.


Źródło: Pasquale Colucci, Gdy duchy przychodzą... Kontakty ze światem pozagrobowym, 
Wyd. Księży Sercanów, Kraków 2006, ss. 80-85.

RÓŻANIEC RATUNKIEM W CZASIE GRABIEŻY

Przyzywanie na pomoc Najświętszej Panny Maryi skutecznie także działa we wszelkich podobnych przygodach: każdy przeto uciekać się do Niej powinien z ufnością: niepodobieństwem jest, aby Ta, która przez dziewięć miesięcy nosiła w łonie swoim odwieczne Miłosierdzie, i sama nie była miłosierną.
św. Alfons Rodriguez 

W czasie wielkiej wojny światowej (1914-1918 r.) działy się różne rzeczy. Pozostające rozbitki którejkolwiek armii opuszczały szeregi bojowe i uciekając w nieładzie, dopuszczały się grabieży dworów, klasztorów, kościołów a nawet i domów prywatnych. O. Albert Mizera, dominikanin z Bohorodczan, opowiada następujący wypadek, w którym różaniec okazał się prawdziwym ratunkiem dla grabionej ludności:

"W dniach pełnych zgrozy przy cofaniu się wojsk rosyjskich doznaliśmy szczególniejszej opieki Bożej i Najświętszej Panny Maryi. Po cofnięciu się głównych wojsk, pozostała jedynie niesforna gromada żołnierzy, którzy grabili i podpalali. Nakazali oni i nam opuścić dwór i pójść do lasu, by podczas naszej nieobecności dwór ograbić. Gdy wszelkie prośby nasze nie pomagały, udaliśmy się o pomoc do Boga. Uklękliśmy wszyscy w pokoju do modlitwy, odmawiając różaniec, litanię do Matki Bożej itp. Widząc to żołnierze, czekali, aż skończymy. Myśmy jednak w modlitwie nie ustawali i Bóg nas ocalił. Żołnierze, którzy przedtem grabić nas chcieli i podpalać, odeszli spokojnie, nie zabierając niczego nie tylko z domu, ale nawet z obory i gospodarstwa".

o. Czesław Kaniak, Za przyczyną Maryi. Tom drugi: Przykłady opieki Królowej Różańca Świętego 
(przykłady na październik), ss. 193.