Łączna liczba wyświetleń

wtorek, 6 czerwca 2017

FRANCISZEK KAUFMANN ODZYSKUJE WZROK ZA PRZYCZYNĄ MATKI BOSKIEJ NIEUSTAJĄCEJ POMOCY

Ona jest wszechmocną Orędowniczką: Jak w Kanie, wie Ona, czego nam brak i jak w Kanie, może nas obdarzyć tym, co jest dla nas niezbędne. Jej prośba będzie bez wątpienia wysłuchana. Ale ma prawo wstawiać się za nas tylko wtedy, gdy prosi Ją członek Kościoła walczącego, jedynego Kościoła, który może zdobyć zasługi. Zrozumiejmy Jej położenie: jak uważna matka, pełna czułości i troskliwości widzi jasno nasze ogromne potrzeby (nasze i tych, za których dusze jesteśmy odpowiedzialni). Wie, że Jej wstawiennictwo będzie decydujące, abyśmy otrzymać mogli potrzebną pomoc. Nie może jednak wypełnić swojego posłannictwa, jeśli z ziemi nie wzbije się ku Niej prośba, odpowiadająca wielkości łask, które trzeba uzyskać. Nie sprawiajmy Jej matczynemu sercu tej boleści, by mając możność zwalczania nędzy świata, musiała zrezygnować z wykorzystania owoców Odkupienia na skutek zaniedbania przez nas modlitwy za tych, którzy się nie modlą.
ks. Gaston Courtois

Franciszek Kaufmann stracił w czasie wojny w roku 1917 wzrok w prawym oku, gdyż zniszczył je odłamek kamienia, który w czasie strzelania wpadł mu do oka. Zwolniony skutkiem tego kalectwa ze służby wojskowej wrócił Franciszek do domu i przyjął pracę w fabryce papieru "Steyrermuehl" w pobliżu miasta Puchheim w Tyrolu. Lecz oto dnia 9 kwietnia 1928 roku uległ ponownie wypadkowi, gdyż do lewego zdrowego jego oka dostał się gorący popiół węglowy, który zniszczył nerw wzrokowy prawie zupełnie. Według świadectwa lekarskiego wystawionego 4 lutego 1929 roku przez Dra Narbeschubera Franciszek Kaufmann stracił wzrok do tego stopnia, że zaledwie lewym okiem rozróżnia światło od ciemności i skutkiem tego potrzebuje stale kogoś, kto by go prowadził i usługiwał mu.

W tak przykrym położeniu Franciszek zwrócił się do Matki Boskiej Nieustającej Pomocy, której obraz czczony jest w szczególny sposób w kościele Ojców Redemptorystów w Puchheim. W towarzystwie żony spieszył kilkakrotnie przed ten obraz cudowny i gorąco błagał Matkę Najświętszą, by mu wstawiennictwem swoim raczyła przywrócić utracony wzrok. Po raz trzeci odbył Franciszek tę pobożną pielgrzymkę dnia 4 października roku 1930, razem z wielu mieszkańcami miejscowości Laakirchen, i znowu gorąco modlił się o odzyskanie wzroku.

Tymczasem wszystkie modły wydawały się daremne, a nawet począwszy od dnia tej pielgrzymki począł Franciszek odczuwać silny ból w tylnej części głowy, który to ból trwał aż do 7 listopada. Tego dnia z rana nagle przewidział. Począł coraz dokładniej rozróżniać przedmioty, tak iż już nie potrzebował przewodnika. Ponadto w krótkim czasie siła wzroku poprawiła się jeszcze, tak iż odtąd widzi na jedno i drugie oko zupełnie dobrze. W roku 1934 na odnośne zapytanie O. Anzenbergera odpowiedział: 

— Dziękując uprzejmie za pamięć o mojej osobie donoszę zarazem, Wielebny Ojcze, że wzrok mój przywrócony mi przez Matkę Boską Nieustającej Pomocy utrzymuje się w dalszym ciągu. Nie wiem, jak dziękować za tę łaskę Najświętszej Matce Bożej i Bogu nieskończenie dobremu.

Leon Pyżalski CSsR, Matka dzieci Bożych. Czytania majowe z przykładami sposród uzdrowień lourdskich, Kraków 1937, s. 89-90.

CUDOWNE UZDROWIENIE MAGDALENY JULLIAN - LOURDES

Istotnie, Maryja związana prawem poszanowania naszej ludzkiej wolności, może wypełnić swoją macierzyńską rolę w stosunku do nas o tyle tylko, o ile my sami zachowujemy się w stosunku do Niej jak dzieci pełne miłości i oddania. Może nas wspomóc tym, czego mamy prawo od Niej oczekiwać, to znaczy swym wstawiennictwem i swym dobroczynnym wpływem tylko wówczas, gdy obdarzymy Ją tym, czego Ona ma prawo od nas oczekiwać, tzn. naszą modlitwą, naszym sercem, naszym życiem.
ks. Gaston Courtois

Dnia 27 lipca 1897 roku uzdrowioną została nagle w Lourdes Magdalena Jullian pochodząca z Meynes w Belgii. Oto jak opisuje to uzdrowienie Dr Romant:

«Czyniąc zadość żądaniu, abym ogłosił całą prawdę, co do uzdrowienia panny Jullian z Meynes, oświadczam stanowczo, że została ona rzeczywiście uzdrowioną w Lourdes.

Po raz pierwszy ujrzałem tę panienkę z Meynes dnia 20 lipca 1897 roku. Przedtem nie znałem wcale tej rodziny. Chociaż zawód nasz czyni nas do pewnego stopnia obojętnymi na cierpienia ludzkie, jednak na widok tej nieszczęśliwej uczułem się do głębi wzruszonym.

Wyobraźcie sobie szkielet poruszający się nerwowo, z twarzą trupią i zapadłymi oczyma, w których zdawał się dogasać ostatni promyk życia, - a będziecie mieli pojęcie o biednej Magdalenie, która wówczas stała już po prostu nad krawędzią grobu. Ze wzruszeniem uścisnąłem wychudłą, rozpaloną jej rękę, po czym ulegając prośbom strapionych rodziców, zacząłem ją badać. Niebawem też przekonałem się, że w zakresie mego zawodu nic już dla niej nie zdołam uczynić.

Magdalena uśmiechała się z mego zakłopotania. 

— Nie chcę umrzeć, doktorze — rzekła — wiem, że pan mnie nie uleczysz. Lecz możesz mi pan oddać wielką przysługę, nakłaniając moich rodziców, by mnie zawieźli do Lourdes, gdzie Najświętsza Panna mnie uzdrowi.

Ojciec, matka i brat zaprotestowali stanowczo przeciw temu żądaniu, mówiąc mi, że chora umrze w drodze. Tegoż samego zdania był i tamtejszy ksiądz proboszcz, który oświadczył bez ogródek, że taki szkielet nie może wziąć udziału w pielgrzymce. 

— Będą z nas wszyscy szydzili — dodał — bo czyż podobna zabierać ze sobą chorą, która już od kilku miesięcy nic prawie nie jadła?

— Księże proboszczu — odparłem — nie sprzeciwiaj się życzeniu tego dziewczęcia. Czy tu czy w Lourdes, umrzeć ona musi, - nie odmawiaj jej więc tej ostatniej pociechy.

Zdecydowano się zatem na podróż i w kilka dni później chora przybyła do Lourdes. Przy sadzawce panie trudniące się kąpaniem chorych cofnęły się z przerażeniem na jej widok. 

— Nie możemy — rzekły — zanurzyć w wodzie takiego szkieletu! Jak mogliście nam przywieźć taką chorą, która z pewnością nie wyjdzie żywa z wody!

Pomimo tego Magdalena Jullian zaczęła nalegać ze łzami, aby ją zanurzono, a gdy spełniono jej prośbę, skutek nastąpił z szybkością błyskawicy i Magdalena zawołała:

— Jestem uzdrowioną!...

Było to dnia 7 lipca 1897 roku.

Od tej chwili wrócił apetyt, ogólny stan zdrowia nic nie pozostawiał do życzenia i młoda dziewczyna z dniem każdym czuła się silniejsza. Czuwałem nad nią w Meynes przez cały sierpień i wrzesień i przekonałem się, że uzdrowienie jej było zupełne. Dziś panna Jullian wybornym cieszy się zdrowiem.

Odwiedziła mnie ona wczoraj, 18 grudnia, i prosiła, abym jej dał świadectwo choroby i uleczenia, co czynię z przyjemnością, gdyż winienem ten hołd prawdzie. Zresztą ani w Meynes ani w okolicy nikt nie może zaprzeczyć istnieniu tego nadprzyrodzonego faktu, nie podlegającego żadnej wątpliwości...»

I któż jeszcze wątpić będzie, wobec wielkiej ilości podobnych faktów, że Najświętsza Maria Panna Niepokalana jest uzdrowieniem chorych?

Leon Pyżalski CSsR, Matka dzieci Bożych. Czytania majowe z przykładami sposród uzdrowień lourdskich, Kraków 1937, s. 81-83.

czwartek, 18 maja 2017

BIEDNA MARIANNA

Syn Boży stał się człowiekiem dla naszego zbawienia, lecz w Maryi i przez Maryję. Bóg Duch Święty ukształtował Jezusa Chrystusa w Maryi, uzyskawszy jednak najpierw przez jednego z przedniejszych sług swego dworu Jej przyzwolenie. Bóg Ojciec udzielił Maryi swojej płodności w granicach przystępnych dla czystego stworzenia, czyniąc Ją zdolną porodzić swego Syna oraz wszystkie członki Jego Ciała Mistycznego.
św. Ludwik Grignion de Montfort

Piszą w żywocie wielebnej siostry Katarzyny od świętego Augustyna, że w okolicy w której mieszkała ta sługa Boża, była pewna kobieta imieniem Marianna, która od lat najmłodszych wiodła życie gorszące, a nawet doszedłszy i późnej starości prowadziła się jak najgorzej.

W końcu wygnana przez tamecznych mieszkańców i zmuszona kryć się w górach w samotnej jaskini, dotknięta straszną chorobą, pozbawiona wszelkiej pomocy ludzkiej, umarła bez przyjęcia Sakramentów świętych. 

Po takim życiu i takiej śmierci, ciało jej bez obrzędów religijnych zagrzebano na polu, jakby jakiego plugawego zwierzęcia; a siostra Katarzyna, która miała zwyczaj z wielką pobożnością polecać Panu Bogu dusze przechodzące na świat tamten, dowiedziawszy się o smutnym końcu tej nieszczęśliwej kobiety, nie śmiała modlić się za nią, sądząc jak wszyscy, że została potępioną. Lecz oto po upływie lat czterech, razu pewnego stanęła przed nią jedna z dusz czyśćcowych i rzekła: 

— Siostro Katarzyno, jak ja biedną jestem! Ty polecasz Panu Bogu dusze każdego umierającego, a nade mną jedną nie miałaś litości.
— A któżeś ty? — spytała sługa Boża. 
— Ja jestem — odrzekła — ta biedna Marianna, która umarła w jaskini.
— I jakże! Toś ty zbawiona? 
— Tak jest: zbawionam z łaski i miłosierdzia przenajświętszej Panny.
— A to jak?
— Gdym już była bliska śmierci, opuszczona od wszystkich i obciążona tyloma grzechami, zwróciłam się do Matki Bożej i zawołałam: "Królowo nieba! Tyś ucieczką biednych opuszczonych, a oto mnie wszyscy odstąpili; Tyś jedyną nadzieją moją, Ty jedna możesz mnie poratować; zlituj się nade mną". I przenajświętsza Panna wyjednała mi łaskę uczynienia aktu skruchy; po czym umarłam i zbawioną zostałam. Ta najdroższa Matka otrzymała dla mnie prócz tego skrócenie kary mi należnej, tak, że natężeniem cierpień jakich doznaję, mam zadość uczynić za te, które miałam ponosić za grzechy moje przez nierównie większą liczbę lat. Teraz już kilka Mszy świętych wybawiłoby mnie z czyśćca. Proszę cię więc, postaraj się, aby je za mnie odprawiono, a przyrzekam potem ciągle się za ciebie modlić do Boga i do przenajświętszej Panny. 

Siostra Katarzyna niezwłocznie postarała się o Msze święte za jej duszę, a po kilku dniach okazała się jej znowu nieboszczka, jaśniejsza nad słońce i rzekła: 

— Dziękuję ci moja droga Katarzyno, teraz idę do nieba, opiewać chwałę Boga mojego i modlić się za ciebie.

Św. Alfons Liguori, Uwielbienia Maryi, 
Kraków 1877, s. 10-12.

CUDOWNE UZDROWIENIE AURELII HUPRELLE - LOURDES

Nie jest to prostym wypadkiem i nie bez powodu się dzieje, że słudzy Maryi zowią ją Matką, a nawet rzekłbyś, że nie umieją wzywać Jej pod innym mianem jak matki i matki. Bo też w istocie, Maryja jest matką naszą, nie według ciała lecz ducha: jest matką dusz naszych, Rodzicielką zbawienia naszego.
św. Alfons Liguori

Matka Boża Piotrkowska,
k-ół Podwyższenia Krzyża św.
w Piotrkowie Trybunalskim
Dnia 21 sierpnia 1895 roku przybyła do Lourdes Aurelia Huprelle, tak wyniszczona gruźlicą, że w drodze do Lourdes przyjmowała jedynie po trosze wody z kilku kroplami rumu. Przybyła do Lourdes nieprzytomna. 

Choroba jej płucna datowała się od 6 lat. Doktor Hardivilliers z Beauvais, który był domowym lekarzem rodziny Aurelii, orzekł w swym świadectwie, że Aurelia miała chorobę piersiową o bardzo ostrym charakterze. Płuca psuły się coraz bardziej, gorączka była ciągła i silna, śmierć więc zbliżała się szybkim krokiem.

W połowie maja nastąpił u chorej gwałtowny krwotok, po którym oddech jeszcze bardziej został utrudniony.

W podróży do Lourdes chora od Poitiers pozostawała w stanie omdlenia. Dopiero znalazłszy się przed grotą po raz pierwszy otworzyła oczy i we wzroku jej dostrzeżono wtedy pierwszy błysk przytomności. Wkrótce potem mogła już przyjąć Komunię świętą i swobodniej nieco zaczęła oddychać. Wówczas tragarze przenieśli ją na materacu do sadzawki, nie zważając na kaszel połączony z silnym krwotokiem. O siódmej godzinie rano zanurzono ją wraz z prześcieradłem w wodzie, podtrzymując ją ze wszystkich stron, sama bowiem nie mogła wykonać żadnego ruchu i leżała jak bezwładna bryła.

Nagle chora uczuła, że jej piersi przeszywa jakiś okropny niewysłowiony ból, po czym natychmiast znikło wszelkie cierpienie i nowe wstąpiły w nią siły. W przeciągu kilku sekund Aurelia została uleczoną zupełnie, bez żadnego przejścia.

„W biurze sprawozdań — pisze Dr Boissarie, — zbadaliśmy ją z jak największą skrupulatnością i nie znaleźliśmy w płucach żadnego uszkodzenia... Dodać należy, że w zwykłym porządku rzeczy nie zdarzają się nigdy uzdrowienia z chorób tak zadawnionych, niszczących tak niezbędne do życia organa, jak płuca. Niepodobna w takich razach omylić się w rozpoznaniu choroby, jak również nie podobna przypisać uzdrowień tego rodzaju jakimkolwiek wpływom nerwowym...“

„Następnej zimy, — pisze jeszcze wspomniany wyżej Dr Boissarie, — widzieliśmy pannę Huprelle w Paryżu. Przybrała ona dwadzieścia funtów wagi i wszystko tchnęło w niej zdrowiem, silą i życiem“.

Leon Pyżalski CSsR, Matka dzieci Bożych. Czytania majowe z przykładami sposród uzdrowień lourdskich, Kraków 1937, s. 73-75.






MIŁOSIERDZIE MARYI

Uciekajmy się przeto i uciekajmy się zawsze do tej Królowej tak litościwej, jeśli pragniemy zapewnić sobie zbawienie. A jeżeli wspomnienie grzechów naszych przeraża nas i onieśmiela, przypomnijmy sobie, że Maryja postanowioną została Królową miłosierdzia, aby opieką swoją zbawiać grzeszników największych, takich nawet, o których już prawie żadnej nadziei się nie miało, byle się do Niej uciekali.
św. Alfons Liguori

Matka Boża Wejherowska
Około roku 1860 żył w pewnym zakątku Sabaudii starzec 80 letni, znany w całej okolicy z najgorszego życia. Podczas rewolucji francuskiej wyróżniał się wśród innych wielką nienawiścią do świętej wiary katolickiej. Sam opowiadał, że podczas rozruchów Najświętszym Sakramentem karmił swojego konia. Życie zeszło w rozpuście, towarzyszce bezbożności. Lecz i na niego przyszedł koniec, dotąd cieszył się zdrowiem, teraz ciężka choroba powaliła go na łoże boleści.

Miejscowy proboszcz bardzo często go odwiedzał i prośbą i namową i przedstawianiem stanu okropnego jego duszy nawoływał do spowiedzi świętej i pokuty choć na łożu śmiertelnym. Wszystko jednak zdawało się być tylko traceniem czasu.

Nie zniechęcając się tym gorliwy kapłan wezwał całą parafię do odmawiania różańca świętego na tę intencję.

Śmierć stawała się coraz bliższą, a grzesznik nie myślał o spowiedzi świętej, kapłan przejęty do głębi niebezpieczeństwem zatracenia wiecznego tej duszy, począł zaklinać chorego w imię duszy jego, w imię tego co kochał może kiedy na świecie, lub czcił albo przynajmniej szanował, aby spowiedź świętą odprawił.

Wspomnienia... zwyciężyły.

— Dobrze — rzekł — wyspowiadam się...

Była to długa spowiedź. Chory, gdy ją skończył, uczuł jakąś niepojętą ulgę, jakby kamienie spadły mu z piersi i oświadczył kapłanowi, że cokolwiek mu rozkaże, jako zadośćuczynienie, spełni.

Zbliżyła się chwila Komunii świętej. Cała parafia na wieść nawrócenia się tak wielkiego grzesznika wyszła i uroczyście wyniesiono Najświętszy Sakrament - chory, gdy usłyszał śpiewy i poznał, że to jemu niosą Pana Jezusa, uklęknął na łóżku i żalem, pokorą przejęty bił się w piersi i mówił: 

— Czy to możebnym, by Bóg raczył przyjść do tak wielkiego grzesznika, do grzesznika, który Go w tym Sakramencie tak znieważył?

Odwołał wszystko, przeprosił wszystkich i błagał, by to ogłoszono publicznie, i przyjął z wiarą, pokorą, miłością Tego, który jest siłą i pocieszeniem umierających.

Po odejściu parafian kapłan zapytał chorego, czym mógł sobie zasłużyć łaskę szczerego nawrócenia? 

— Znasz Ojcze duchowny — odpowiedział — życie moje, muszę choć obecnie z głębokim żalem przyznać, że od młodości mojej nie wypełniłem ani jednego aktu religijnego, tylko codziennie odmawiałem trzy «Zdrowaś Maryjo», bom przyrzekł to ukochanej mojej matce na jej śmiertelnym łożu. Odmawiałem źle i tym samym obrażałem Pana Boga, ale nigdy ich nie opuściłem nawet podczas rewolucji.

Ksiądz proboszcz poznał teraz przyczynę nawrócenia się. Maryja, Królowa różańca świętego, którą błagał z całą parafią o nawrócenie tego wielkiego grzesznika, wysłuchała w końcu wspólnych modlitw.

Chory trwał w tych samych uczuciach, a śmierć z rozwijaniem się coraz bardziej choroby zbliżała się i po kilku dniach oddał ducha Panu.

o. Czesław Kaniak, Za przyczyną Maryi. Tom drugi:
Przykłady opieki Królowej Różańca Świętego (przykłady na październik), s. 177-178.



WIKARY Z INOWROCŁAWIA

Matko Odkupiciela, z niewiast najsławniejsza, / Gwiazdo morska, do nieba ścieżko najprościejsza, / Tyś jest przechodnią bramą do raju wiecznego, / Tyś jedyną nadzieją człowieka grzesznego. — Racz podźwignąć, prosimy, lud upadający, / W grzechach swych uwikłany, powstać z nich pragnący. / Tyś cudownie zrodziła światu Zbawiciela, / Tyś sama wykarmiła Twego Stworzyciela. — Panno przedtem i potem z świata podziwieniem, / Uczczona Gabriela wdzięcznym pozdrowieniem; / Racz się wstawić, o Panno, za nami grzesznymi, Ratuj nas, opiekuj się sługami Twoimi.
„Alma Redemptoris Mater”, hymn przypisywany Hermanowi z Reichenau

W 1941 roku w obozie w Dachau w sortowni ubrań więziennych wypadł na podłogę różaniec. Obecny tam żołdak niemiecki rozgniewał się i przy okazji zaczął obrzucać obelgami stan duchowny. Krzyczał:

— To oszuści, obłudnicy, co innego głoszą, a co innego czynią... Zaraz to wam udowodnię. Pierwszy ksiądz, którego tu sprowadzę, podepcze ten różaniec...

Strach padł na obecnych. Za chwilę wrócił na salę prowadząc za sobą młodego więźnia. Pada pytanie:

— Ktoś ty?
— Jestem księdzem katolickim.
— A co to to jest?
— To jest Różaniec Matki Boskiej.

Niemiec rzucił Różaniec na podłogę i wymachując rewolwerem nad głową więźnia, krzyczał: 

— Podepcz go zaraz, inaczej zatłukę cię na śmierć.
— Ja nigdy tego nie zrobię — pada odpowiedź.

Posypały się razy pięścią i kolbą rewolweru. Ofiara z jękiem upadła na ziemię. Wściekły oprawca wskoczył na niego z butami, skakał po całym ciele jego. Trwało to dosyć długo, ofiara dogorywała. Po kilku straszliwych godzinach męczarni skonał, powtarzając jedne i te same słowa: 

— Nie wyprę się Matki Bożej.

Był to ksiądz Dębski, wikary z Inowrocławia.

Zbiór (151) przykładów, Ex Libris S.V.D. Misyjny, s. 67, nr 137.

środa, 17 maja 2017

PEWNA KOBIETA IMIENIEM CELESTYNA DUBOIS - LOURDES

Jam jest Królową nieba i matką miłosierdzia; Ja weselem sprawiedliwych i bramą, przez którą grzesznicy mają przystęp do Boga. Nie masz na ziemi grzesznika tak dalece przeklętego, który dopóki żyje nie doznawałby skutków mojego miłosierdzia, bo nie masz żadnego dopokąd nie jest w ostatecznym odrzuceniu od Boga [co trzeba rozumieć o tych, którzy są nieodwołalnie skazani na potępienie], który by wezwawszy mojej pomocy, nie mógł się nawrócić i otrzymać miłosierdzia.
Matka Boża do św. Brygidy

"Dnia 20 sierpnia 1886 r. — pisze Dr Boissarie — byłem po raz pierwszy świadkiem cudownego uzdrowienia, które zdaniem moim nie da się bezwarunkowo wytłumaczyć na drodze naukowej. Fakt sam jest zresztą bardzo prosty i nie nastręczał żadnej trudności w sprawdzeniu.

Pewna kobieta imieniem Celestyna Dubois miała przez lat siedem kawałek złamanej igły w dłoni tkwiący. Następstwem tego stały się ciągłe cierpienia. Ręka była spuchnięta, palce skurczone i silnie podgięte. Próbowano niejednokrotnie wyciągnąć z ręki ten kawałek igły. Robiono nacięcia, rozszerzano sztucznie ranę w ten sposób utworzoną, — wszystkie jednak te wysiłki pozostały bez skutku.

Otóż ta kobieta zanurzyła rękę w sadzawce Matki Bożej w Lourdes i po upływie kilku minut igła nagle poruszona przebiegła w kilku minutach przestrzeń około 8 centymetrów i wyszła na wierzch przy końcu dużego palca. Droga, którą igła w ten sposób wychodząc nakreśliła, tworzyła jakby bruzdę czerwoną, zrazu grubszą, a w ostatniej części swego przejścia już tylko podskórną. Droga ta badana drobiazgowo przez szkło powiększające przedstawiała ujście na samym końcu, ale nie było tam widać żadnego wejścia. Jakim więc sposobem igła od lat siedmiu głęboko tkwiąca w tkankach mięśniowych ręki mogła się tak nagle uwolnić i z taką szybkością przejść pod skórą, bez zatrzymania, bez przeszkody, torując sobie drogę na osiem centymetrów długą?.. Fakt ten absolutnie nie da się naturalnym sposobem wytłumaczyć, toteż zostawił w umyśle moim niezatarte wrażenie... Uzdrowienie powyższe stało się bardzo głośne." 

Tak kończy Dr. Boissarie swoje sprawozdanie.

Leon Pyżalski CSsR, Matka dzieci Bożych. Czytania majowe z przykładami sposród uzdrowień lourdskich, Kraków 1937, s. 66-67.