Łączna liczba wyświetleń

środa, 17 października 2012

POKUSA ŚW. MARTYNIANA


Dopiero na Sądzie Ostatecznym zobaczymy, ilu ludzi nieczystość wtrąciła w wieczne potępienie.
Św. Proboszcz z Ars

Św. Martynian
Święty Martynian prowadził na pustyni życie poświęcone Bogu. Otóż przyszła do jego celi jakaś występna niewiasta. Udawała, że zabłądziła w lesie i prosiła pustelnika, żeby się nad nią zlitował. Święty przyjął ją do pustelni, a sam odszedł stamtąd.

Kiedy następnego dnia wrócił, by się dowiedzieć, co stało się z tą kobietą, spotkał ją całą wystrojoną. Usłyszał też od niej, że przysłał ją tam Bóg, specjalnie, żeby zawarła z Martynianem przymierze. Potem dodała jeszcze, że ma w mieście ogromny majątek, z którego będzie można rozdawać wielkie jałmużny.

Święty postanowił przekonać się, czy to wszystko naprawdę pochodzi od Boga, czy też jest może dziełem złego ducha. Kazał więc kobiecie czekać. Powiedział jej, że każdego dnia przychodzą tu ludzie, którzy polecają się jego modlitwom, i dlatego on musi teraz pójść na wzgórze, żeby zobaczyć, czy ktoś nie nadchodzi, żeby przypadkiem nie zabłądził i nie odszedł z niczym.

Kiedy więc wyszedł na wzgórze, usłyszał tajemniczy głos:
„Martynianie, Martynianie, dlaczego słuchasz głosu szatana?"
Tak go to przeraziło, że po powrocie do swojej pustelni, rozpalił wielki stos i wskoczył w ogień. Strach przed grzechem i ból, jakiego doznał w płomieniach, sprawiły, że zaczął głośno jęczeć.

Wtedy przybiegła ta nieszczęsna kobieta i zaczęła się dopytywać, kto go wepchnął w ogień. Na to Święty odpowiedział:
„Skoro teraz nie mogę spokojnie znosić ognia ziemskiego, to jak zniosę ogień piekielny, jeżeli popełnię grzech, do którego mnie namawiasz?"

Słowa te wprawiły niewiastę w takie przerażenie, że postanowiła na zawsze już pozostać w pustelni Świętego, który wybudował sobie celę znacznie dalej i tam prowadził życie pokutnicze.

Św. Jan Maria Vianney, Wyciąg z kazania O Nieczystości

poniedziałek, 15 października 2012

SKĄPIEC I ZAZDROŚNIK

Jawne są zaś uczynki ciała, a są nimi rozpusta, nieczystość, rozpasanie, bałwochwalstwo, uprawianie spirytyzmu, nieprzyjaźnie, waśń, zazdrość, napady gniewu, swary, rozdźwięki, sekty, zawiści, pijatyki, hulanki, i tym podobne rzeczy. Co do nich przestrzegam was, jak już was przestrzegłem, że ci, którzy się czegoś takiego dopuszczają, nie odziedziczą królestwa Bożego.
(Gal 5,19–21)

Pewien książę dowiedział się, że w jego mieście żyje dwóch szczególnych ludzi - jeden z nich był skąpcem, a drugi zazdrośnikiem. Książę kazał przywołać ich do siebie i powiedział, że zrobi dla nich wszystko, o cokolwiek go poproszą, pod tym jednak warunkiem, że ten, który pierwszy wypowie prośbę, otrzyma tylko połowę tego, co drugi.

Warunek ten bardzo zaniepokoił obu panów. Skąpiec bardzo chciał dostać pieniądze, ale mówił do siebie:
„Jeżeli przedstawię swoją prośbę jako pierwszy, to dostanę tylko połowę tego, co tamten".
Zazdrosny też chciał prosić, ale się bał, że drugi dostanie o połowę więcej niż on.

Czas upływał, a żaden z nich nie przedstawił żadnej prośby, bo jednego powstrzymywała chciwość, a drugiego zazdrość. Książę nie chcąc dłużej czekać, rozkazał, żeby swoją prośbę przedstawił najpierw zazdrosny.

I co ten wykrzyknął, uniesiony wściekłą rozpaczą?
„Jako że Wasza Książęca Mość przyrzekł uczynić wszystko, o co poprosimy, chcę, żeby mi wyłupiono jedno oko."

Bo pomyślał sobie, że przynajmniej jednym okiem zobaczy, jak tamtemu wyłupią oboje oczu.

Św. Jan Maria Vianney, Wyciąg z kazania O Zazdrości

ZAWISTNY MNICH

U sąsiada zbiory zawsze wydają się lepsze, a jego krowa daje więcej mleka.
Owidiusz

Św. Pafnucy
Czytamy w żywocie Świętego Pafnucego, że pewien zakonnik, mieszkający w tym samym co on klasztorze, zazdrościł Pafnucemu jego cnót i powszechnego poważania. Postanowił więc zniesławić go przed braćmi. Kiedy w niedzielę Pafnucy był na mszy, ten zakradł się do jego celi i tam, w stosiku drewien, schował swoją książkę. Potem poszedł z innymi braćmi do kościoła, a po skończonych modłach poskarżył się przełożonemu, że skradziono mu książkę.

Przełożony nie pozwolił żadnemu z braci ruszyć się z kościoła i posłał trzech starców, by przeszukali wszystkie cele. W celi Pafnucego istotnie między drewnami znaleziono książkę. Święty nie usprawiedliwiał się, bo na nic by się to nie zdało; pomówiono by go jeszcze o kłamstwo. Cierpiał spokojnie, płakał, upokarzał się i pościł przez dwa tygodnie.

Wreszcie Bóg, chcąc pokazać niewinność Świętego, który spokojnie znosił ten okropny zarzut i niesławę, spuścił na zazdrosnego winowajcę straszną karę. Opętał go zły duch i męczył tak okropnie, że ten wreszcie przyznał się, że chłosta Boża spadła na niego za to, że chciał przedstawić Pafnucego jako obłudnego świętoszka. Pafnucy spokojnie i bez żółci podszedł wówczas do opętanego i nakazał złemu duchowi ustąpić.

Stało się to w obecności wszystkich braci zakonnych, którzy słyszeli, jak zazdrosny zakonnik przyznał się do winy i byli też świadkami nowego triumfu sługi Bożego, Pafnucego.

Św. Jan Maria Vianney, Wyciąg z kazania O Zazdrości

BEZROBOTNY DIABEŁ

Kto w takim razie doświadcza najbardziej gwałtownych pokus? Otóż ci, co najbardziej gorliwie pracują nad zbawieniem duszy; ci, którzy wyrzekają się zabaw i ziemskich przyjemności. To na nich czyhają całe armie piekielnych duchów!
Św. Jan Maria Vianney


Ary Scheffer, Kuszenie Chrystusa
Święty Franciszek z Asyżu przebywał ze swoimi zakonnikami w małych domkach, pobudowanych z sitowia i trzciny na rozległym polu. Niektórzy jego bracia prowadzili życie pełne wyjątkowych umartwień. Pewnego razu jeden z nich zobaczył oczyma duszy cały legion piekielnych duchów, które naradzały się, jak by tu tych cnotliwych i bogobojnych braci uwieść. I jeden z tych złych duchów odezwał się tak:

„Ci zakonnicy są wyposażeni w piękną cnotę pokory. Zaparli się samych siebie i całkowicie oddali się Bogu. Mają roztropnego przełożonego, dlatego nie sposób ich pokonać. Poczekajmy, aż on umrze, a wtedy nasprowadzamy tu ludzi bez powołania, którzy wprowadzą między nich rozluźnienie i w ten sposób ich zwyciężymy".

Kiedy natomiast ten sam braciszek poszedł do miasta, znowu zobaczył tam złego ducha, który tym razem, zamiast kusić mieszkańców, samotnie i bezczynnie siedział sobie przy bramie. Spytał więc mniszek swojego Anioła Stróża, dlaczego na zakonników rzuciły się tysiące piekielnych duchów, a na uwiedzenie całego miasta posłano tylko jednego czarta, który i tak siedzi i próżnuje?

Anioł odpowiedział mu na to, że ludzie światowi nie potrzebują pokus, bo sami tarzają się w grzechach, a zakonnicy, mimo zasadzek diabła, ciągle spełniają dobre uczynki.

Św. Jan Maria Vianney, Wyciąg z kazania O Pokusach

czwartek, 11 października 2012

CZARNY PAJĄK

Bluźnierstwo sprzeciwia się bezpośrednio drugiemu przykazaniu. Polega ono na wypowiadaniu przeciw Bogu – wewnętrznie lub zewnętrznie – słów nienawiści, wyrzutów, wyzwań, na mówieniu źle o Bogu, na braku szacunku względem Niego w słowach, na nadużywaniu imienia Bożego. Św. Jakub piętnuje tych, którzy "bluźnią zaszczytnemu Imieniu (Jezusa), które wypowiedziano nad (nimi)" (Jk 2, 7). Zakaz bluźnierstwa rozciąga się także na słowa przeciw Kościołowi Chrystusa, świętym lub rzeczom świętym. Bluźniercze jest również nadużywanie imienia Bożego w celu zatajenia zbrodniczych praktyk, zniewalania narodów, torturowania lub wydawania na śmierć. Nadużywanie imienia Bożego w celu popełnienia zbrodni powoduje odrzucanie religii. Bluźnierstwo sprzeciwia się szacunkowi należnemu Bogu i Jego świętemu imieniu. Ze swej natury jest grzechem ciężkim. 
Katechizm Kościoła Katolickiego 2148

Był sobie pewien chłop, który chełpił się swoją bezbożnością. Późno nauczył się czytać, a źli ludzie podsuwali mu szkodliwe książki, które wyśmiewały Pana Boga, atakowały Kościół, a o człowieku mówiły, że pochodzi od małpy. Chłop czytał i czytał, i wszystkiemu wierzył, no bo jak tu nie wierzyć, jak stoi napisane? Proboszcz go ostrzegał, i inni pobożni ludzie; ale nic nie pomagało.

Najpierw przywiodły go te lektury do utraty świętej katolickiej wiary; następnie wręcz do nienawiści do rzeczy świętych, widomy to już znak przyszłego potępienia. Były to czasy czerwonej zarazy - komusze czasy, dobre dla wszelkiej maści bluźnierców, którzy jak gady jakieś szpetne z nor swoich powyłazili i uczciwym ludziom szkodzili...

Zdarzyło się, że chłop ten był w odwiedzinach u ciotki, która akurat na księdza czekała, bo chora była. Najpierw ministranta z dzwonkiem posłyszeli, następnie kościelnego, na końcu ksiądz wreszcie z Panem Jezusem przyszedł. Na jego „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus”, „Na wieki wieków amen” wszyscy w izbie odpowiedzieli, oprócz chłopa wolnomyśliciela, który stał hardo i dumnie, szydersko się jeno pod wąsem uśmiechając. Ksiądz dobrodziej udał, że niczego nie widzi. Zaczęła się celebracja. Kiedy ksiądz dawał chorej wiatyk, prosili ludzie hardego chłopa, aby ten jedno kolano przynajmniej zgiął, a Bogu cześć oddał. Ten wtenczas odrzekł, że do pająka ma więcej szacunku, choć to bestia wstrętna, niż do Najświętszego Sakramentu. Strach blady padł na wszystkich. Ksiądz zaniemówił wobec takiego bluźnierstwa…

Choć były to czasy, kiedy bezbożni wielką posiadali potęgę, i często Pan Jezus był obrażany, to teraz widać przebrała się miarka. Bóg widocznie tym razem chciał ludziom dać znak, że kara za bluźnierstwo na tamtym świecie dopiero niechybna, i na tym już dokonać się może. Bluźnierca wypowiadał jeszcze te szkaradne słowa, a oto czarny pająk – kosmaty taki jakiś, nie widywany na tamtych terenach, spuszczał się szparko po nitce, osiadł chwilę na wargach zaprzańca i ugryzł te usta, które ledwo co kończyły wypowiadać bluźniercze słowa…

Chłop ryknął przeraźliwie i padł bez czucia; ludzie zabrali go i zanieśli do domu. Po kilku godzinach grzesznik skonał w wielkich boleściach, bez przyjęcia świętych sakramentów, bo nie chciał. A zresztą czarci musieli przy nim być i pilnowali go, aby się przed śmiercią nie nawrócił. Ci co przy jego śmierci byli świadczą, że przy skonie czuć było siarką, co ludzie uznali za znak widomy wiecznego potępienia. Ksiądz opisał to wszystko, aby służyło ludziom za przestrogę.


sobota, 22 września 2012

OPOWIEŚĆ HRABIEGO DE MAISTRE

Każde głębsze uczucie prowadzi do cierpienia. Miłość bez cierpienia nie jest miłością.
Ks. Jan Twardowski

Matka Boza Bolesna,
Dieric Bouts (1470–75)
Hrabia de Maistre opowiadał o pewnej młodej dziewczynie, którą podziwiał cały Petersburg. Cierpienie przeobraziło ją do tego stopnia, że z całej jej postawy promieniował blask nadludzkiej i przyszłej chwały. Dziewczyna ta dotknięta została rakiem, który zżerał jej głowę tak, iż oczy i nos już zniknęły. Choroba zagarniała jej dziewicze czoło jak pożar pochłaniający las. Całe miasto poruszone było łagodnością jej usposobienia i anielskiej cierpliwości, odwiedzano ją, by podziwiać ten zachwycający widok. 

Gdy wyrażano dziewczynie współczucie z powodu jej cierpień, odpowiadała: „Nie cierpię tak wiele, jak sądzicie. Pan Bóg udziela mi łaski stałej pamięci o Nim". 

Pewnego dnia zapytano ją: „Jakie modlitwy skierujesz do Boga, gdy będziesz już w niebie?”. „Będę Go prosić - odpowiedziała - by wam udzielił łaski kochania Go, tak jak ja Go kocham”. Nawet nieznający Boga, niewierzący w Niego dostrzegali ten odblask i aureolę piękna oraz wielkości, które cierpienie pozostawiało na jej czole. Dziewczyna ta była przykładem istnienia w niej Boga.

Charles Arminjon, Koniec świata doczesnego i tajemnice życia przyszłego. Konferencje, 
Flos Carmeli, Poznań 2011, s. 295.





wtorek, 3 lipca 2012

SZEMRANIE DEMONÓW

Przeciwnik wasz, diabeł, jak lew ryczący krąży szukając kogo pożreć.
1 Piotra 5,8
Buer, Dziesiaty duch, ktory naucza moralnosci i filozofii naturalistycznej,
ilustracja Ludwika Bretona do Piekielnego Slownika
Pielgrzym z rejonu Rodez, wracając z Jeruzalem - jak przekazują kroniki cysterskie - z powodu burzy został zmuszony zawinąć do portu na pobliskiej wyspie, która graniczyła z Sycylią. Odwiedził wówczas świętego pustelnika, który wypytywał go o różne sprawy dotyczące religii w jego kraju, we Francji. Między innymi zapytał go, czy zna klasztor w Cluny i opata Odilona. Pielgrzym odpowiedział twierdząco i chciał dowiedzieć się, skąd takie jego zainteresowanie.

Pustelnik zaczął opowiadać: „Zdarza mi się w niektóre dni słyszeć rozmowy demonów. Skarżą się, że niektóre dusze im się wymykają. Szemrały przeciw ludziom pobożnym, że z powodu ich modlitw i po­święcenia cierpienia dusz w czyśćcu ustawały szybciej. Opat Odilon i jego bracia są powodem największego przerażenia demonów. Dla­tego, kiedy wrócisz do swego kraju, proszę cię, w Imię Boga, skłoń mnichów z Cluny do podwojenia ich modlitw i postów, aby ulżyć tym biednym duszom”. 

Pielgrzym spełnił swą misję. Święty opat Odilon rozważył w sercu wszystkie te sprawy. Z natchnienienia Bo­żego nakazał we wszystkich klasztorach swego zakonu, aby co roku drugi dzień listopada był dniem wspomnienia wszystkich wiernych zmarłych. Taki był początek święta zmarłych.

Charles Arminjon, Koniec świata doczesnego i tajemnice życia przyszłego. Konferencje, 
Flos Carmeli, Poznań 2011, s. 148-149.

wtorek, 29 maja 2012

ANIOŁ APOKALIPSY

Słowa pełne miłości i słodyczy zawsze powinny być przedkładane przed ostre i zawierające naganę.
św. Wincenty Ferreriusz 

św. Wincenty Ferreriusz 
Pod koniec XIV wieku w Hiszpanii pojawił się niezwykły czło­wiek: Wincenty Ferreusz - prorok i cudotwórca - od młodości dora­stał w atmosferze powszechnego podziwu. Duch Święty spoczął na nim, zawładnął jego sercem i wzniecił w nim żarliwość nieznaną od czasu świętego Pawła. Posiadł i podtrzymywał jego ciało i pozwolił nieść przytłaczające zmęczenie, pomimo skrajnej słabości i surowych umartwień. Udzielił mu daru czynienia cudów. Dał mu słowa o wyjątkowej mocy, jakich ludzkość nigdy nie słyszała od czasu Pawła apostoła.

Wincenty odrzucał godności proponowane przez papieża. Jego życie było modlitwą, postem i ciągłym głoszeniem Ewangelii. Przez dwadzieścia lat przemierzał Europę i przez dwadzieścia lat Europa drżała pod wpływem płomienia i żaru jego natchnionych słów.

Sąd Ostateczny był ulubionym tematem jego kazań. Oznajmił światu, że został specjalnie posłany przez najwyższego Sędziego, aby ogłosić zbliżanie się ostatnich dni. Pewnego dnia w Salamance - mieście teologów i uczonych - niezliczony tłum cisnął się, aby usłyszeć głos Wincentego - posłańca nieba. Zwrócił się on do zgromadzenia i rzekł: Jestem aniołem Apo­kalipsy, którego święty Jan widział lecącego pośrodku nieba i który głośno wołał: „Ludu, ulęknijcie się Pana i oddajcie Mu cześć, ponie­waż dzień sądu jest bliski”.

Na te dziwne słowa, wśród zgromadzonego tłumu dał się słyszeć pomruk niezadowolenia. Tłum oskarżał go o szaleństwo, próżność i bluźnierstwo. Posłany zatrzymał się na chwilę z oczami utkwionymi w niebo, w pewnego rodzaju uniesieniu i ekstazie, a potem znowu zaczął wołać jeszcze głośniej: „Jestem aniołem Apokalipsy, aniołem sądu”. Poruszenie i oburzenie sięgnęły apogeum. „Uspokójcie się -powiedział święty-, nie oburzajcie się na moje słowa, zobaczycie na własne oczy, że jestem tym, kim powiedziałem, że jestem. Idźcie na skraj miasta do bramy świętego Pawła, znajdziecie tam martwą ko­bietę. Przynieście ją tutaj, a wskrzeszę ją na dowód tego, co święty Jan powiedział o mnie”. 

Propozycja ta spotkała się z nowymi okrzy­kami i jeszcze większymi protestami. Jednak kilka osób zdecydowało się udać do wskazanej bramy. I rzeczywiście znaleźli tam martwą kobietę; przynieśli ją i położyli pośrodku zgromadzonego tłumu.

Apostoł, który nie opuścił ani na moment wzniesienia, skąd przemawiał, zwrócił się do zmarłej: „Kobieto, w imię Boga, rozkazuję ci wstać”. Zmarła, owinięta w całun, natychmiast się podniosła i opuś­ciła go. Pośród zbiegowiska odsłoniła swoją twarz i ukazała się pełna życia. Wincenty dodał więc: „Dla chwały Boga i zbawienia tych ludzi, powiedz teraz, kiedy możesz mówić, czy rzeczywiście jestem aniołem Apokalipsy, którego zadaniem jest obwieścić światu zbliżanie się Sądu Ostatecznego?” „Ty jesteś tym aniołem -odpowiedziała kobieta-, jesteś naprawdę”.

Aby umieścić to wspaniałe świadectwo pomiędzy dwoma cu­dami, święty powiedział jeszcze: „Czy wolisz pozostać przy życiu, czy znów umrzeć?” „Chcę pozostać przy życiu” - odpowiedziała ko­bieta. „Żyj zatem” - powiedział święty.

Jak zaświadczył pewien his­toryk, kobieta rzeczywiście przeżyła jeszcze wiele lat, jako żywy świadek zadziwiającego cudu i najwznioślejszej misji, jaką człowiek nigdy wcześniej nie został obdarzony.

Nie dyskutujemy na temat autentyczności tej historii. Wzbudziła ona wątpliwości u kilku biografów, a towarzyszące jej okoliczności dały okazję do krytyk i kontrowersji. Jednak na poparcie naszej nauki wystarczy stwierdzić, że Kościół nie ogłosił, że jest ona nieauten­tyczna, ponieważ w bulli kanonizacyjnej świętego Wincentego jest powiedziane: „Posiadł słowa wiecznej Ewangelii, aby zapowiedzieć, jak anioł lecący środkiem nieba, królestwo Boże dla każdego języka, każdego plemienia i każdego narodu i aby ukazać bliskość Sądu Ostatecznego”.

Minęło prawie pięćset lat, od czasu, kiedy miało miejsce to wy­darzenie, a Sąd, zapowiedziany przez cudotwórcę z XIV wieku, nie nastąpił. Czy mamy z tego wyciągać wniosek, że święty został wpro­wadzony w błąd i że cud tego zmartwychwstania - potwierdzonego przez poważnych i godnych wiary świadków, opisywany i przekazy­wany przez rzeźbę i malarstwo - powinien trafić między legendy, uznany za alegorię i zwykły wymysł?

Charles Arminjon, Koniec świata doczesnego i tajemnice życia przyszłego. Konferencje, 
Flos Carmeli, Poznań 2011, s. 30-32.

środa, 23 maja 2012

TRZYDZIEŚCI MSZY

Według nauki Kościoła [rzymskokatolickiego czyściec to] stan lub miejsce na tamtym świecie (…), gdzie dusze tych, którzy umierają w łasce, ale nie są całkowicie wolni od wszelkiej niedoskonałości, pokutują za jeszcze nieodpuszczone grzechy powszednie albo za karę doczesną spowodowaną przez grzechy powszednie i śmiertelne już wybaczone; w ten sposób zostają oczyszczone, zanim pójdą do nieba. (…) Ostatecznie z analizy (…) wynika, że katolicka nauka o czyśćcu jest oparta nie na Piśmie Świętym, lecz na tradycji.
Źródło: New Catholic Encyclopedia, 1967, t. 11, s. 1034.

Św. Malachiasz
Św. Malachiasz opowiada, że pewnego dnia zobaczył swoją zmarłą siostrę. Odbywała ona swoje kary czyśćcowe na cmentarzu. Ze względu na swoją pychę i nadmierną uwagę, jaką poświęcała samej sobie: układaniu włosów i pielęgnacji ciała, została skazana na przebywanie w grobie i na oglądanie rozkładu swojego martwego ciała.

Święty ofiarowywał za nią Msze święte przez trzydzieści dni. Po tym czasie znowu zobaczył siostrę. Jej oczyszczenie trwało dalej. Stała przy bramie kościoła. Była bardzo smutna, przybrana w żałobę, owładnięta niezwykłą trwogą. Kara ta spotkała ją z pewnością ze względu na brak szacunku, który okazywała w tym świętym miejscu. Być może dlatego też, że odciągała uwagę wiernych od świętych obrzędów, a skupiała na sobie ich uwagę i wzrok. Święty ponownie złożył za nią ofiarę [Mszy świętej] przez trzydzieści dni. Wreszcie siostra ukazała mu się po raz ostatni, tym razem w świątyni. Jej oblicze było spokojne i promieniujące. Ubrana była w białą suknię. Biskup zrozumiał wtedy, że siostra dostąpiła zbawienia.

Arminjon Charles, Koniec świata doczesnego i tajemnice życia przyszłego. Konferencje, 
Flos Carmeli, Poznań 2011, s. 149-150.