Łączna liczba wyświetleń

środa, 17 maja 2017

PEWNA KOBIETA IMIENIEM CELESTYNA DUBOIS - LOURDES

Jam jest Królową nieba i matką miłosierdzia; Ja weselem sprawiedliwych i bramą, przez którą grzesznicy mają przystęp do Boga. Nie masz na ziemi grzesznika tak dalece przeklętego, który dopóki żyje nie doznawałby skutków mojego miłosierdzia, bo nie masz żadnego dopokąd nie jest w ostatecznym odrzuceniu od Boga [co trzeba rozumieć o tych, którzy są nieodwołalnie skazani na potępienie], który by wezwawszy mojej pomocy, nie mógł się nawrócić i otrzymać miłosierdzia.
Matka Boża do św. Brygidy

"Dnia 20 sierpnia 1886 r. — pisze Dr Boissarie — byłem po raz pierwszy świadkiem cudownego uzdrowienia, które zdaniem moim nie da się bezwarunkowo wytłumaczyć na drodze naukowej. Fakt sam jest zresztą bardzo prosty i nie nastręczał żadnej trudności w sprawdzeniu.

Pewna kobieta imieniem Celestyna Dubois miała przez lat siedem kawałek złamanej igły w dłoni tkwiący. Następstwem tego stały się ciągłe cierpienia. Ręka była spuchnięta, palce skurczone i silnie podgięte. Próbowano niejednokrotnie wyciągnąć z ręki ten kawałek igły. Robiono nacięcia, rozszerzano sztucznie ranę w ten sposób utworzoną, — wszystkie jednak te wysiłki pozostały bez skutku.

Otóż ta kobieta zanurzyła rękę w sadzawce Matki Bożej w Lourdes i po upływie kilku minut igła nagle poruszona przebiegła w kilku minutach przestrzeń około 8 centymetrów i wyszła na wierzch przy końcu dużego palca. Droga, którą igła w ten sposób wychodząc nakreśliła, tworzyła jakby bruzdę czerwoną, zrazu grubszą, a w ostatniej części swego przejścia już tylko podskórną. Droga ta badana drobiazgowo przez szkło powiększające przedstawiała ujście na samym końcu, ale nie było tam widać żadnego wejścia. Jakim więc sposobem igła od lat siedmiu głęboko tkwiąca w tkankach mięśniowych ręki mogła się tak nagle uwolnić i z taką szybkością przejść pod skórą, bez zatrzymania, bez przeszkody, torując sobie drogę na osiem centymetrów długą?.. Fakt ten absolutnie nie da się naturalnym sposobem wytłumaczyć, toteż zostawił w umyśle moim niezatarte wrażenie... Uzdrowienie powyższe stało się bardzo głośne." 

Tak kończy Dr. Boissarie swoje sprawozdanie.

Leon Pyżalski CSsR, Matka dzieci Bożych. Czytania majowe z przykładami sposród uzdrowień lourdskich, Kraków 1937, s. 66-67.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz